1 czerwca 2023
Wróć do karczmyW poszukiwaniu Ambry i jej znaczenia w poszukiwaniu zapachu
Drogi przyjacielu,
wraz z marynarzami i kupcami do portów przybywają niesamowite historie i legendy.
Jedna z nich zaprowadziła mnie na wschodnie krańce świata w poszukiwaniu magicznego kamienia zwanego ambrą. Według podróżnych miał on pochodzić ze śliny smoka śpiącego na kamieniach oceanu, a jego właściwości miały rzekomo działać hipnotyzująco na kobiety i syreny.
Gdy dotarłem na wybrzeża mer Erythree (potocznie oceanu indyjskiego) zatrzymałem się u miejscowego uzdrowiciela. Mieszkając tam zajmowałem się głównie pozyskiwaniem ekstraktów z występującego tam drzewa sandałowego i kwiatu ylang-ylang, aby później móc porównać je z tymi uzyskanymi w Slickhaven.
W wolnych chwilach wpatrywałem się w bezkresny ocean poszukując dryfujących na falach szarych kamieni przypominających bursztyn. Gdy kolejny ranek spędzałem spacerując po plaży spotkałem na swojej drodze człowieka, który zainteresowany moim zwyczajem i poszukiwaniami zaprowadził mnie do domu miejscowego kupca. Ten pokazał mi mistyczny kamień. Mieszkańcy rzeczywiście zwą go Ambrą. Przyjacielu, to niesamowite! Kamień ten pachnie jakby pochłonął cały zapach morza i nagrzanego promieniami słonecznymi piasku. Jest słodki i bardzo intrygujący. Podobno każdy, kto wypływa tu na ocean ma przy sobie talizman wykonany z tego kamienia w celu ochrony przed urokiem syren. Oprócz tego tubylcy robią z niego nalewki lub łykają jego małe drobinki, aby polepszyć swój nastrój, a kupcy sprzedają go absztyfikantom, którzy żują go, aby poprawiać swój oddech.
Od teraz miałem pewność, że to czego szukam zwą ambrą i potrzebuje tego znacznie więcej niż oferuje mi kupiec. Gdy wytworzyłem z zakupionej części zapach okazało się, że idealnie utrwala on kompozycje zapachowe oraz sprawia, że stają się one dużo bardziej harmonijne. Odkryłem też, że w połączeniu z kwiatowymi zapachami tworzy bardzo zmysłowe kompozycje, którym kobiety nie są w stanie się oprzeć. Natomiast mieszając go z cedrem, jesteśmy w stanie uzyskać mocne i wyraziste aromaty przypadające do gustu nawet największym ignorantom.
Szybko jednak zaniechałem próby jego pozyskiwania, gdy pewnego wieczoru w pobliskiej karczmie podsłuchałem rozmowę miejscowych rybaków. Najmłodszy z nich opowiadał o praktyce zabijania kaszalotów w celu otrzymania mistycznej wydzieliny, fiszbinów oraz ich tłuszczu. Zaczął awanturować się jak bardzo jest to niehumanitarne. Co prawda żaden z jego słuchaczy nie był przekonany do jego racji, ale zmienił za to moje podejście oraz pozornie rozwikłał zagadkę czym jest ambra – wydzieliną z jelita grubego kaszalota lub kogii krótkogłowej mającą chronić jego ścianki przed trudnym do przetrawienia pożywieniem.
Moim celem stało się wtedy wytworzenie zapachu i substancji, której odróżnienie od naturalnego ekstraktu z ambry będzie przynajmniej trudne. Prób było wiele. Dopiero gdy pewnego dnia przeglądając nową dostawę produktów zza oceanu natknąłem się na kwiat o nazwie czystek żywicowy, sprowadzony przez handlarzy z morza śródziemnego, udało mi się dopełnić moją kompozycję. Dziś nikt w naszym królestwie ani w bardziej i mniej pobliskich miastach nie używa ekstraktów zwierzęcych, tylko ich substytutów, ze względu na dekret dotyczący ochrony tych zwierząt.
Czuje się niesamowicie spełniony, że byłem jednym z pierwszych zielarzy, któremu udało się na bazie naturalnych składników odtworzyć ten zwierzęcy zapach. Wykorzystałem go w swoim oleju Greasy Butcher.
Uniesiony sukcesem niedługo zacznę kolejną podróż i stanę przed następnym trudnym zadaniem, ale o nim napiszę Ci niedługo.
Do usłyszenia,
Twój Benjamin